Punkt widzenia…

Początek kwietnia 2012 r.
Telefon. „Mam dla ciebie pracę” – słyszę od koleżanki. Po wymianie kilku informacji stwierdzam, że nic z tego, ponieważ brakuje mi wykształcenia w danym kierunku,
po czym słyszę, że na dzień dzisiejszy nie jest mi ono potrzebne. Jeśli okaże się, że zechcemy współpracować, to pani doktor wyśle mnie na szkolenie, do szkoły, czy gdzie tam jeszcze trzeba. Pozwalam dać zainteresowanej nr mojej komórki i czekam.
16 kwietnia dzwoni sama pani doktor i umawiamy się na 19.00, na rozmowę. Jestem punktualnie. Czekam. Omawiamy szczegóły. To, że nie mam wykształcenia medycznego
w niczym pani doktor nie przeszkadza. Chce kogoś, kto ewentualnie podejmie naukę
niezbędną w tym fachu. Teraz mam się przyglądać (godzina, dwie dziennie)
i zdobywać umiejętności. Pierwszego dnia tylko się przyglądam. Po dwóch godzinach szefowa proponuje mi pójście do domu, więc idę, tak się umawiałyśmy. Kolejne dni na „przygotowaniu do zawodu” i wyjścia do domu coraz późniejsze. Już nie przyglądam się biernie pracy koleżanki wprowadzającej mnie w tajniki zawodu tylko robię to co ona, sterylizuję narzędzia, podaję co trzeba przy „obsłudze” pacjenta, sterylizuję gabinet po jego wyjściu, poza tym myję gabinety (3), korytarz, toaletę, pomieszczenie socjalne i bywa,
że do domu wracam po sześciu godzinach.
W czwartek, przed długim weekendem pani doktor proponuje bym z katalogu wybrała sobie fartuchy potrzebne mi do pracy a 4 maja stwierdza, że nie chce robić mi nadziei,
że przyjmie jednak kogoś z wykształceniem (przynajmniej medycznym)
i wręcza mi… 100 złotych…, które wzięłam i wstyd mi było przez całe trzy dzionki.
W poniedziałek skoro świt zaniosłam ex – szefowej jej stówkę i oświadczyłam, że nikt mnie w życiu bardzie nie upokorzył. W kopercie do stówki dołączyłam nr mojego konta, gdyby pani doktor zechciała potraktować mnie poważnie, ale nie zechciała. W zasadzie z naszej rozmowy wynikało, że zechce, bo oświadczyła, że to zrobi, ale zapewne po powrocie
do domu przedyskutowała tę kwestię z innym/i lekarz(em/ami) (?) i zdanie zmieniła…
Godzina mojego czasu to dla pani doktor koszt troszkę ponad 2 złote…
A gdyby tak lekarzowi za jego wysiłki zapłacić dwadzieścia złotych, byłoby mu przykro,
czy byłby zbulwersowany?
Niektórych lekarzy, należy omijać szerokim łukiem, by nie targały nami niezdrowe emocje. Chwała Bogu, zostało jeszcze troszkę tych z odrobiną człowieczeństwa i empatii…
Wierzę w to, bo bardzo chcę w to wierzyć…

Reklamy

Informacje o e_ra

Żyję trochę na tym Bożym świecie i coraz częściej krew mnie zalewa kiedy pomyślę o tej naszej szarej rzeczywistości... Czytam historie "pisane przez życie", troszkę pstrykam (wszystkie foty w tym blogu są mojego autorstwa), na telewizję raczej nie znajduję czasu, chociaż lubię "dobry" film (oparty na faktach, niektórzy dodają... autentycznych). Ostatnio szydełkuję..., zatracam się bez pamięci, by nie myśleć o realnym świecie pełnym hm... Kafkowskich Procesów i tym podobnych Kosmosów... Jestem wrażliwa (przewrażliwiona nawet "troszkę"), empatyczna, punktualna, uczciwa, szczera (co nie każdemu się podoba), chyba koleżeńska. Nie toleruję chamstwa, egoizmu, brutalności, wulgaryzmu, niepunktualności, toksycznych związków a miłość, uczciwość, szacunek, lojalność, przyjaźń to wartości, które mają dla mnie ogromne znaczenie. Jeśli mają Państwo jakieś uwagi i chcą się nimi podzielić, zapraszam do komentowania lub mailowania e_ra@onet.pl
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aby do emerytury..., Praca, Przychodzi baba do lekarza..., český film. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s