Pierwsza pomoc.

01.05.2011, niedziela.

Cały dzionek jestem poza domem. Syn od wczoraj u kolegi. Dzwonię do domu, słyszę, że wszystko w porządku, więc wracam wieczorkiem z fotograficznego plenerku i okazuje się, że moje nastoletnie dziecko ledwo dycha, jak twierdzi „od wczoraj”. Dlaczego nikt mnie nie poinformował jak dzwoniłam – pytam. Myślałem, że mi przejdzie. Hm… Wsiadamy w auto i jedziemy na izbę przyjęć, bo podejrzewam astmę. Tam od pielęgniarki słyszę „proszę jechać na Rondo, gdzie przyjmuje lekarz na nocnym dyżurze”. Na czole wyryty mam napis „mobilni”. Przemieszczamy się do auta, co dla syna jest ogromnym wysiłkiem i jedziemy do lekarza. Tam schody, dosłownie i w przenośni. Pani w rejestracji chce zaświadczenie o ubezpieczeniu syna. Jest święto, więc zaświadczenie mogę zdobyć najwcześniej „jutro” (o ile pracuje urząd pracy). Pani twierdzi, że w takim razie dostanę receptę na 100% odpłatności. Nie wiem dlaczego, ale niech będzie i na dwieście, tylko niech ktoś pomoże mojemu dziecku przywrócić normalny oddech. Wchodzimy do pani doktor i tu chapeau bas, bez żadnych zbędnych ceregieli dostajemy skierowanie do szpitala, więc wracamy skąd przyjechaliśmy. Tam znowu pod górkę, ale już tylko po schodach. Pani doktor osłuchuje syna, zleca prześwietlenie płuc, ale czeka na karetkę, by przewieźć pacjenta do Rentgena, do szpitala… po drugiej stronie ulicy… Mówię, że pójdziemy (przecież przez pół miasta już nas przegonili to i przez ulicę przejdziemy) i słyszę, że syn ma tak ściśnięte oskrzela, że absolutnie żaden wysiłek nie jest tutaj wskazany. I tu kolejny ukłon w stronę pani doktor.

Czyżby w lekarzach więcej empatii? Hm… mam różne doświadczenia…, ale o tem potem…

Reklamy

Informacje o e_ra

Żyję trochę na tym Bożym świecie i coraz częściej krew mnie zalewa kiedy pomyślę o tej naszej szarej rzeczywistości... Czytam historie "pisane przez życie", troszkę pstrykam (wszystkie foty w tym blogu są mojego autorstwa), na telewizję raczej nie znajduję czasu, chociaż lubię "dobry" film (oparty na faktach, niektórzy dodają... autentycznych). Ostatnio szydełkuję..., zatracam się bez pamięci, by nie myśleć o realnym świecie pełnym hm... Kafkowskich Procesów i tym podobnych Kosmosów... Jestem wrażliwa (przewrażliwiona nawet "troszkę"), empatyczna, punktualna, uczciwa, szczera (co nie każdemu się podoba), chyba koleżeńska. Nie toleruję chamstwa, egoizmu, brutalności, wulgaryzmu, niepunktualności, toksycznych związków a miłość, uczciwość, szacunek, lojalność, przyjaźń to wartości, które mają dla mnie ogromne znaczenie. Jeśli mają Państwo jakieś uwagi i chcą się nimi podzielić, zapraszam do komentowania lub mailowania e_ra@onet.pl
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przychodzi baba do lekarza.... Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s